nowhere
sa chwile kiedy jest ci wszystko jedno, kiedy bez zastanawiania sie mozesz to wszystko rzucic w cholere. powoli z tego wychodze a moglem to zrobic, teraz trzeba znowu uciekac, nie wiadomo przed czym i nie wiadomo gdzie. pierdolone polsrodki nie dzialaja, lekarstwa tez, tepe osamotnienie i granie na zwloke. wszystko przelewa sie w kompletnej bezsensownosci, dni uplywaja pod znakiem nic nie robienia. wiesz, mam ochote lezec w cieniu, twarz miec przykryta slomianym kapeluszem, gdzies na poludniu portugali. odczuwam paranoje wychodzac do sklepu, jadac autobusem z ta masa gadajacego miesa. chce mi sie rzygac na ich widok. nie potrafie sie wydostac z tego oceanu nicosci, chcialbym sobie poplynac w dol, tak jak w wielkim blekicie, przy akompaniamencie pianina i skrzypiec, bezwladnie spadac az na samo dno. zamiast tego co chwila probuje sie uratowac, wolam na pomoc wszystkich dookola, przeciez nikt ci kurwa nie pomoze, nienawidzisz ludzi ale wiesz, ze nawet ty nie ogarniesz ich glupoty, tego nie da sie ogarnac. patrzysz na wszystkich zrezygnowanym wzrokiem a oni wolaja chorem ‘pomozemy ci’, chcesz krzyknac ’spierdalajcie’ ale nie masz sily i poddajesz sie temu calemu procesowi od poczatku. trzeba bylo spasc w dol kiedy miales okazje, teraz bedzie gorzej, znow bedziesz walczyl, walczyl, walczyl.
wszystkie wartosci poumieraly, gowno na srodku sali jest obiektem westchnien milosnikow wspolczesnej sztuki, muzyka ktora slyszymy w radiu i supermarketach nie jest warta spluniecia. nie wiem jak to bedzie, wiem tylko ze kalejdoskop wciaz mnie otacza a piosenki ktore mam w glowie, beda wirowac wokol ciebie kiedy umre.
Filed under: prywata | Leave a Comment
No Responses Yet to “nowhere”